Wiersze Katarzyny Macios

Jad

Pamiętasz? Wczoraj uczyłaś mnie pisać
już kończymy etap szlaczków
i przechodzimy do łapania dźwięków
tu kot, to flet, tam cmok, chcesz sok, tu bądź
Już umiesz? To teraz powtórka
tu płot, to blok, tam smok, tu czerń, tam stań
Kiedy awansuję na zeszyt z grubą linią?
na brudnopisie osiada leniwie
słodki zapach
pierogów z serem i cukrem

 

Wcześniej, gdy nie chciałeś

mój notesik w różyczki
bransoletka ze szklanych paciorków
miękka frotka
grzebyk z rzadkimi zębami pękł
w wyszczerzonym nieludzko uśmiechu
po tym jak zderzyłeś się ze mną czołowo
w mroku
kto jechał pod prąd?
nikogo nie wyprzedzaliśmy na trzeciego
zawiodły hamulce, zawiodły światła
nie chciałeś, tak bardzo nie chciałeś

 

Ujadanie

ku mojej wyciągniętej ręce
wybiegł na powitanie wściekły pies
palce cofnęły się w biegu
do gardła
do ciepła
do serca
aż dotknęły pozostałości po sercu matki
tutaj już nie dochodzi echo
szczekania
ani nie przesącza się piana
wściekłości
tutaj jest ciepło, gładko i miękko
a smak przypomina szkolną kredę

 

Flaki z olejem

ludzi nudzą bzdety o cudzej miłości
przemęczony papier nie oddaje zapachu
mimo że samotni jedzą go w pośpiechu całymi rolkami
marnując makulaturę
ludzie są zmęczeni bzdetami o cudzej miłości
nikt nie chce upaprać rąk
o papier, który ślini się, płacze lub krwawi
szczęściarze wolą na arkuszu z cienkiej kredy
wznosić się ponad dachami

 

Gwiazdka

Ślinię palce przed kolejnym przerzuceniem ulic
ciepło ze środka zbiega się w drobny punkt
witryny sklepów akcentowane jak śródtytuły lśnią
od wystawowego kurzu.
Reklama następnych świąt żyje już od wczoraj
nakarm swój wózek czekoladą
nie pogardź krzyżem z promocji nadziewanym orzechami

Wyjazd śląski

Moja dusza będzie piękna 
wtedy gdy stanie się stara
i obniżę wzrok aż oferty do wymiany za bezcen

albo przezroczystość
ozłoconą od słów kościelnych
ale nie twardniejącą

powiedz mi, ile przyjmie się do utylizacji?
ile dzięki temu ocalisz drzew?
o ile centymetrów przesuną się granice przestrzeni tych co pozostaną
podaj kosztorys, polisę i pióro
nadstaw oba policzki 

 

Kronika szkolna

chłopcy, którzy w podstawówce wysyłali do mnie walentynki
(na kopercie lepiły się ślady szminek ich matek)
dziś jako ojcowie, mężowie, właściciele używanych aut
spuszczają wzrok do reklamówek
jazda autobusem bywa nieznośnie długa

już nie jestem tą dziewczynką z warkoczykami 
której włos zadzierzgnął się w kronice szkolnej
też zostało mi wiele rzeczy do spakowania. 

 

Do niego

cały czas bawimy się w berka
nie dość, że jeszcze żyjesz, to zacząłeś czuć tę samą świeżość
i to samo widzimy w lustrze
gdy
zawstydzony nagością
pozwalasz się chronić za parawanem włosów
.
zerkam ku Tobie nieśmiało spod zera
nie połam palców z gliny
gdy próbujesz stanąć na głowie
obrócić ją w popiół lub żart

 

Do światła

 

był ktoś w dzieciństwie kto podrzucał Cię wyżej i wyżej
wyciągałeś rączki do góry chcąc złapać za ciepłe owoce
później sam wspinałeś się do cukrowych chmur
następne lata zajęło Ci dotarcie do ust i piersi
ze zdumieniem stwierdziłeś, że nie płyną już mlekiem i miodem
.
dziś oczekują od Ciebie sukcesów
tak modnych ostatnio stalowych kołnierzyków, obronnych obrączek
.
czy już zapomniałeś jak zasypia się z kciukiem w buzi?
Dziś w łóżku masz ocean i gniewne fale
i palce w ogóle w innych miejscach

 

Nierozłączka 

dla Ciebie gładzę usta sproszkowanym diamentem
(w domyśle klęcz, całuj, kalecz się)
żebyś pamiętał – nic nie ma za darmo
i że cukrowa słodycz to banał
dziewczynki w tym wieku gardzą sekretami
wysil się na castingu – zarówno wtedy gdy świecisz bielą
uśmiechu w szczęść boże
i gdy po wiwisekcji podkulony uciekasz z klejnotami
zawiniętymi w słomę i chłopskie sukno
w domu nieodmiennie czeka na ciebie gniazdo z farbowanych piórek
w garści zmieściłeś królewskie berło
krzykliwego wróbla i pasywnego gołębia

 

Ciepło, cieplej

w zamkniętych podróżach po mapie
zdeptaliśmy Afrykę i południową Azję
te zgięcia już się nie scalą
złożony na pół ocean rozstąpił się.
Kto chętny sklei mapę?
Służyła nam wcześniej jako namiot ochronny
z daleka od miasta w którym powstaje żydowski teatr
i archiwum zsunie się po linii dokumentów
z serca centrum, gdzie skalpel wtopił się w asfalt
a mieszkańców straszą wygryzione z mięsa
metalowe żebra.
Dziś mieszkańcy się chowają
dziś miasto się obnaża
jutro zmiana ról

 

W nieosiągalnym miejscu

Mogę zrealizować zaproszenie w Twoim domu
czekają tam na mnie osierocone marynarki,
bezpańskie koszule i spodnie które śnią by pasować do wszystkiego.
Sąsiedzi nie wiedzą, że twój drugi etat to laurka,
karta życzeń przebiegu choroby
na której pieczątka pozostawia jedynie
sinofioletowe ślady.
Ufałeś – i kiedyś kochałam tak jak Ty zapewne
zabezpieczeni folią nie dowiedzieliśmy się czym jest chłód. 

 

W drodze na prywatny Mount Everest

przetrzymujesz mnie w śniegu jak upolowane mięso
do którego łatwo wrócić idąc po zapachu.
Nie zginę ani nie zgniję, w ściśniętych udach przytrzymuję flagę
której prawdziwość położenia oceniają
sportowi sędziowie i kibice alpinistów.
Jak dotąd nikt nie zdobył zimą punktu od strony pleców.
Nie zapomnij o rozgrzewce przed wyjściem w góry
– tu świat nieprzyjazny, chłód udeptuje twoją pierś starannie,
do taktu, tanecznym krokiem. 

 

W dalekiej krainie

patrz, jestem milimetr za Tobą
zimna szyba między nami zamieniła nas z kochanków
w sąsiadów,
którzy na zmianę stukają w ścianę kijem od szczotki
lub nerwowo przykładają szklanki
w zależności od natężenia i zrozumienia dźwięku po drugiej stronie
zostań milimetr przed –
nie chuchaj, nie dotykaj, nie ogrzewaj
tłuste ślady po palcach tylko zniekształcą widok

 

Sny do wymiany

powierzyłam problemy pigułkom
słuchały mnie w zaokrągleniu
całą ich fiolkę ułożyłam na stole
najpierw w kształt różańca
w złotą spiralę
na końcu w plujące na siebie rybki
.
skromnego krzyżyka zabrakło
schowany w szufladzie hibernował jako byt stałocieplny

 

Rozgrzeszenie z przeceny

Na falach internetu płynie spowiedź
połykają ją
przeżuwają
przesuwają
przekładają
światłowody
satelity
dekodują

pytanie, czy ksiądz również siedzi do monitora bokiem
jak pocałować stułę, przez myszkę?

Na falach radia płynie msza
też przeżycie – gdy przewalasz ziemniaki łychą w korycie
drzesz pierze z gęsi
dla aniołów pańskich
przelewasz daninę sosu na złote byki

na zmianę o jakość twojej duszy dba spiker
o głosie księdza, aktora, amanta, psychologa, znawcy

 

Listy do wyobraźni matki

Chyba już wiesz, jak cenny jest tryb ucieczki
pośredni akt między larwą a poczwarką,
poczwarką a larwą, co żeruje w kokonie na wewnętrznym białku,
gromadząc ciepło w przykurczonych odnóżach

Matko, czy potrafisz zdjąć z nóg córki
dziury wygryzione w nylonowym splocie
i tarcze z dziesiątkami celów
dla zmęczonych spojrzeń tych, co łakną tylko jadalnej estetyki?

Córka nadaje sygnały spod kołdry
zbaw nasze dusze: taki rytm wybija rama łóżka
przy każdym uderzeniu
drewna o ścianę

otwórz duszę, zachęca amator
który w przerwach jako matador
biegle operuje wściekłością rogów
na widok czerwonej flagi

 

Oferta

dziś reklamują ciało
prześwieca przez nie śmiało
światło
jest tanie w utrzymaniu, tylko moneta dziennie
i da się je prać w automacie

rozumiemy, że przyjmujesz roczną gwarancję
w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach
z możliwością reklamacji
w ciągu dziesięciu nocy roboczych

 

Słabość

nie patrząc pod nogi
potknąłeś się o czyjąś godność
skrytą w nadpękniętej skorupce
klęczysz i patrzysz zdziwiony
czy to ludzka czy zwierzęca?
.
w poszukiwaniu różnic oko zmutowało
do poziomu wysokojakościowej soczewki
i nic. żadnej różnicy.
.
idziesz dalej przed siebie
próbujesz złapać równowagę,
gdy z rytmu wybijają cię rosnące na nosie sukcesy
tam z tyłu
w szarej skorupce
kiełkuje zielony języczek

 

Nauka

Za długo słuchałeś psiej skóry
drugie ucho szukało matki
aż zdziczało
wisząc sflaczałe i zbierając brud z podłogi

godność widziałeś w słownikach
tak łatwo przepisać definicję
dasz przypis i już jest współtwoje

twarda oprawa ze złotą lamówką
funduje elegancję z prowincji
pieczętujesz tam siebie i sobą to
co potem w archiwum łapczywie żrą myszy