Wiersze Izabeli Michty

Wiewiórka

Samotnością oddychała wiewiórka
Ciężko biło serce
Pod nieunoszącą się klatką

A niebo było białe
Jak śnieg
Nawet w lato

Spała pod urwaną gałęzią
Starego dębu
Co to już dwie wojny przeżył

Często śniła
Że jej rudawy ogonek
Leży obok głaszcząc ją

Raz wiewiórkę goniła
Lawina żołędzi
Co za ironia

Raz chuda jak szkielet
Z ostrym ślinotokiem
Mierzyła ostatni orzeszek

Ale to już nie był sen
Nie tej nocy
Nie miewała koszmarów

Była wyczerpana
I drętwe ciało
Odmawiało posłuszeństwa

Bo samotność na całe życie
To jak trucizna
Którą wypijamy jednym haustem
Często na własne życzenie

Chcę

Przestać szukać tego czego nie ma
Powiedzieć nie otwierając ust
Rozumieć i być rozumianą
By obce znaczyło moje
A jesienny deszcz
Nie zniekształcał obrazu świata

***

Każdy mówi o każdym
Jak w ptasim terkocie
Jakby sam był wszechwiedzący
Choć swoją miarą mierzy

***

brać, albo nie brać
oto jest pytanie

od życia
wszystko

ono daje tylko tyle
ile jesteś w stanie unieść

od drugiego
tylko dobro

i miłość

***

 

Spowiedź

spojrzyj mi w oczy
w twarz z piasku
nie bój się
twój oddech jej nie rozsypie

każde ziarenko to przebaczenie